Jak sygnalizowano, ten i podobne wątki metodologiczno-badawcze w twórczości Marksa nie doczekały się wyraźnie zauważalnej kontynuacji w dziele jego następców. Proszę wybaczyć motyw poniekąd osobisty, ale – na co także zwrócił uwagę anonimowy autor recenzji wydawniczej mojej książki – po wydaniu Gospodarki w społeczeństwie musiałem z niejakim skonsternowaniem skonstatować, że co najmniej w kilku miejscach okazałem się eksplorować tereny dziewicze, nietknięte lub ledwie muśnięte zarówno przez samego twórcę materializmu historycznego, jak i jego późniejszych kontynuatorów. Podejście reprezentujące swoistą ontologię i epistemologię społeczną zostało ochrzczone mianem strukturalizmu socjoekonomicznego, aby z góry wykluczyć jałowe spory o zgodność przedstawianych przez autora rozwiązań z jakkolwiek pojmowanym marksizmem. Zarówno w tej pracy (Tittenbrun 2012), jak i wszystkich licznych moich książkach wydawanych za granicą, dług zaciągnięty wobec Marksa czyni się dla czytelników oczywistym. Zarazem nie ukrywa się, że wspomniane stanowisko teoretyczne zawdzięcza też wiele innym klasykom, takim jak Max Weber, Georg Simmel, Emil Durkheim czy Talcott Parsons. W każdym razie do obiektywnych faktów należą – jako się rzekło, nieistniejące dotąd w ogóle lub niewystępujące w tym wymiarze – zarówno szczegółowe prezentacje teorii poszczególnych formacji społeczeństwa oraz odpowiadających im struktur klasowo-stanowych, jak i analizy konkretnego ważkiego fragmentu rzeczywistej historii: rewolucji przemysłowej – w kategoriach sprzeczności, ilustrujące zatem płodność tej kategorii jako narzędzia badań. Enumeracja odpowiada w znacznej mierze na pytanie, jakie obszary w marksizmie piszący te słowa uważa bądź uważał za niedostatecznie rozwinięte, nie rezygnuje przy tym z niestety niezbędnego zadania sprzątania stajni Augiasza, tzn. krytyki innych stanowisk (por. m.in. Tittenbrun 2011, 2013a, 2015a, w druku). Za bardziej praktyczne podejście niż zwyczajowe wylewanie krokodylich łez nad rzeczonymi lukami i brakami w Marksowskiej spuściźnie, niewypełnionymi przez pokolenia jego następców, uznał on podjęcie próby załatania tych dziur samemu. Ponieważ bliższa mi jest kultura angielska niż amerykańska, usiłowania owe zostały zrealizowane bez akompaniamentu autoreklamy i marketingu, z których to umiejętności znani są niektórzy autorzy także rodzimego chowu.
Jak z tego wynika, należało oczekiwać, że w ramach wypełniania białych plam w marksizmie, tu pojętym jako zbiór wypowiedzi Marksa, znaczna część usiłowań jego następców skieruje się na teorię klas, której znaczenie (przynajmniej dla samych zainteresowanych) jest oczywiste dla każdego, kto liznął choć odrobinę marksizmu. Wysiłki te przyniosły jednak mieszane rezultaty, m.in. ujawniając zasadnicze słabości teorii i metodologii przyjmowanych przez badaczy identyfikujących się z marksizmem. Za podsumowanie mogłaby wystarczyć już ta jedyna konstatacja, że przez te wszystkie lata w marksizmie zachodnim pojawił się zaledwie jeden autor nastawiony na badania empiryczne. Chodzi tu o amerykańskiego socjologa Erika Olina Wrighta, a wynikiem tej luki jest opanowanie socjologii empirycznej przez alternatywny, mało wartościowy schemat klas autorstwa Johna Goldthorpe’a i jego współpracowników. Schemat ten ma niewiele wspólnego z myślą Marksa, więcej już – Webera, chociaż sam Goldthorpe odżegnuje się od takiego zaszeregowania20.
Ujmując rzecz w dużym skrócie, wadą poważnej części rozważań marksistów zachodnich nad definicją i teoriami klasy społecznej jest formalizm. Ten ostatni nie wziął się oczywiście znikąd; „idee nie spadają z nieba”, jak trafnie zauważył włoski marksista Giorgio Labriola. Można, jak sądzę, wskazać dwa główne źródła owego stylu myślenia panującego wśród niemałej grupy marksistów. Od pogrzebu Stalina mogły już upłynąć lata, lecz idee nie dają się tak łatwo składać do grobu. Wśród innych swoich cech pisarstwo Stalina miało i tę będącą dziedzictwem specyficznego wykształcenia autora, który młodzieńcze lata spędził w seminarium, wynosząc stamtąd łatwo rozpoznawalny w jego pismach styl pytań i odpowiedzi: Dlaczego zachodzi zjawisko X? – Bo jest ono wyrazem takiej a takiej ogólnej prawidłowości – brzmiała najczęstsza odpowiedź. Na ile wyjaśniała ona sprawę, to już odrębna kwestia. W każdym razie według tego katechizmowego schematu, który ani nie zdradza przesadnego ogromu pracy intelektualnej autora, a tym bardziej nie wymaga takiego wysiłku od czytelnika bądź słuchacza, Stalin konstruował swoje prace, których pozycja była ongiś niepodważalna. Złe nawyki nie ustępują tak łatwo i stalinowski dogmatyczny sposób myślenia przeżył o lata swego nosiciela, znajdując – naturalnie niekoniecznie w tej dosłownie postaci – naśladowców wśród wielu marksistów, skądinąd szczerze uważających się za antystalinistów i takoż przez otoczenie identyfikowanych. Jednakże potępienie Gułagu i innych praktyk okresu stalinowskiego nie musi bynajmniej wykluczać przejmowania znamion sposobu rozumowania Wielkiego Inżyniera21.
Drugie źródło wspomnianego formalizmu uobecniło się w nieco późniejszym okresie w innej przestrzeni kulturowej. Jednym z najbardziej znaczących kierunków myślowych w powojennej Europie był niewątpliwie strukturalizm, w naukach społecznych, najbardziej nas tu z oczywistych powodów interesujących, reprezentowany przede wszystkim przez antropologa i filozofa społecznego Claude’a Lévi-Straussa. Najwybitniejszym marksistowskim strukturalistą był niewątpliwie Louis Althusser, postać ważna nie tylko dla swoich własnych dokonań, choć tych nie należy bagatelizować, lecz także – co widać z perspektywy czasu – może przede wszystkim ze względu na wpływ, jaki wywarł na liczne grono badaczy22. Niezależnie od zasług, jakie Althusser i jego uczniowie położyli na polu popularyzacji marksizmu, przemożną wadę ich myślenia stanowił dotkliwy formalizm, adialektyczność. Właśnie owa cecha przede wszystkim uległa, by użyć terminu antropologicznego, dyfuzji, rozprzestrzeniając się zresztą nie tylko wśród samych marksistów z nazwy, oddziaływanie bowiem kręgu Althussera było szersze. W dziedzinie teorii klas działał uczeń Althussera, Nicos Poulantzas23. Jego podejście do przedmiotu podziela pewne formalistyczne własności z szerszym gronem autorów, wśród których wymienić można m.in. socjologa i ekonomistę Guglielmo Carchediego, ekonomistę Charlesa Bettelheima i innych.
Jak powiedziano, wpływy szkoły Althussera,